Byłam <3333! Faithless na żywo. omg omg omg omg. Było świetnie. Esencja epickości po prostu. I spełnione marzenie dzięki Mateuszowi, który wymyślił mi taki cudowny prezent :*** i Had i Kasztanowi. Podczas "Insomni" ziemia drżała, a "We come 1" na bis skopało po prostu dupska. Wystałam nawet miejsce w pierwszym rzędzie, przy barierce, tuż pod sceną i boską Sister Bliss. Także widok miałam rewelacyjny. Załapałam się nawet na fotki na oficjalnym profilu Faithlessa na facebook'u i na stronie - do obejrzenia o <a href="http://www.faithless.co.uk/gallery.php"> TU </a>. Na usta ciśnie mi się teraz: "ja chcę jeszcze raz!".
Kilka razy w międzyczasie zbierałam się, żeby coś napisać. Ale jakoś nigdy nie szło. Nie jestem w tym dobra, więc zawsze ciężko się zmobilizować.
Właściwie to teraz też nie wiem. Co mam powiedzieć? Że żyje mi się fajnie, że narazie wszystko idzie do przodu? Niby mogłabym, bo to i prawda. I mimo iż żyję tym wszystkim pełną parą, to wydaje mi się to mało interesujące dla innych.
O. Z ciekawszych rzeczy, to jestem w trakcie robienia sobie papierka na możliwość bycia nauczycielem w ramach specjalizacji. Tak, praktyki w szkole i te sprawy. Do tej pory były tylko tzw. wizytacje w klasach i przyglądanie się lekcji. Jednak we środę już pierwsze zajęcia prowadzone przeze mnie. Trochę się denerwuję tym, że coś mi nie pójdzie, ale mimo wszystko nie mogę się doczekać. Wiem, że te dzieci to głąby nieopisane momentami, ale widzę w sobie jakiś zapał. I na prawdę chciałabym żeby nie opadł. Wish me luck :].
Ostatni Piernicon. Całkiem udany, chodź zdecydowanie gorszy niż zeszłoroczny. Pare rzeczy nie wypaliło, kilka się udało. Jak to na konwentach bywa. Troche ścisku, ludzie narzekali na brak miejca do spania, ale w gruncie rzeczy nie zauważyłam wybitnego ścisku na korytarzach (może miałam szczęście O_o?).
W związku z tym, że to była ostatnia edycja tego toruńskiego konwentu wiele atrakcji było z tą okazją powiązanych. Między innymi Gala Pożegnalna. Raczej krótka, ale to akurat plus. Krótka scenka XDLOL'i, piosenka zaśpiewana przez In-You, poczęstunek i wręczenie pamiątkowych dyplomów z podziekowaniami dla zasłużonych. Moje kochanie też dostało :*. Wg mnie brakowało jeszcze wśród nagrodzonych R-chan, która zapierniczała od pierwszej edycji dla tego konwentu. Może kiedyś nie wyraziłam się o niej najlepiej, ale zupełnie zminiłam zdanie. Miła, kompetentna, pracowita. Bardzo ją polubiłam.
Po gali była dłuższa przerwa technizna. W tym czasie przygotowywałam aulę do swojej atrakcji - PierniCON Ending Party. Stroiłam salę razem z pomagierami, inni przeprowadzali próby, krzesełka zostały rozsunięte. Wszystko miało być dopięte na ostatni guzik. I chyba było. Wpuściliśmy ludzi punkt 22 - tak jak było w planie. Stałam na scenie kiedy tłum uczestników wypełniał salę. Myślałam, że się popłaczę ze szczęścia. Konwentowicze wypełnili aulę po brzegi. Małe gadanie na początek, powitanie i zabawa :D! Najlepsze było to, że już od pierwszej piosenki wszyscy szaleli! Po trzeciej czy czwartej piosence wystąpiła pierwsza gwiazda wieczoru - ABBA. To już rozgrzało publiczność do czerwoności. Potem było tylko lepiej :D. Kolejne gwiazdy przeplatały luźne tańce. Wsumie było ich 11. Tu podziękowania dla wszystkich występujących: grupie XDLOL (całej, bez wyjątku!) i męskiemu składowi Backstreet Boys i YATTA. Byliście boscy :*! Na oklaski zasługuje też WWFF, który zajął się bardziej stoną techniczną (puszczanie muzyki, światła, itp.) i męskim negliżem na scenie oraz pojedyńcze osoby, które też mi się tam przewijały. Acha! I jeszcze grupie od dmuchania baloników i robienia łańcuchów z bibuły! I oczywiście publiczności, którą już pochwaliłam.
Nie wiem, czy jeszcze będę miała okazje przeżyć coś takiego. I ta lambada na środku sceny. Mru :**.
Najbardziej mnie cieszą opinie ludzi na temat tej imprezy. Wiadomo, że się znajdzie taki, który stwierdzi, że było nudno albo że nie było muzyki z anime (bo nie miało jej być! z góry było założenie, że dominować będą stare hity). Tak czy inaczej zdecydowana większość chwali. Zresztą wystarczyło popatrzeć jak cała sala sie bawi. To najlepsze wyróżnienie spośród wszystkich.
Cały czas ten sen w rzeczywistości. Bez zbędnych pierdół, ale ze wszystkim czego chciałam. Jest mi tak realnie i tak dobrze, że aż nie chcę się tym dzielić. I tak już za dużo napisałam. Samolubnie. Bo mogę. A co :>
I było DKW w Bytomiu. Wbrew wielu opiniom bawiłam się świetnie, mimo że praktycznie cały czas przesiedziałam w DDR roomach (obsługa do czegoś zobowiązuje, nie ;p?), kótre tak w ogóle wyszły lepiej niż kiedykolwiek na jakimkolwiek konie. Brawo bejb :*.
Trzy automaty z ITG i Stepmanią + system ITG Multiplayer (4 bezprzewodowe maty) <3. Ah!
Zdałam. I to nawet na 3,5! Więc generalnie dzień pełen energii. Nie przeszkadzało mi nawet, że śniegu napadało po kostki, a ja musiałam zapieprzać w adidasach bo zimowe się rozwaliły. I z mamuśką na lodowisku byłam. Zanim przyzywczaiłam się do łyżew to wyglądałam pewnie jak okaleczona, kurczowo trzymając się bandy prawą ręką i niezgrabnie wywijając nóżkami. Potem już było tylko lepiej. Udało mi się nawet nie zaliczyć lodu na twarzy. Jednak łyżwy zdecydowanie nie należą do moich ulubionych sportów, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Więc nie narzekam :>.
Walentynki oczywiście w charakterze zamulającym, owinięta w kocyk z kawałkiem wciągającego filmu. Rano jednak zdążyłam obdarować część znajomych na mangowym -lizaczkami. Taki pozytywny gest. Być może dzięki temu komuś zrobiło się chwilowo weselej, a i mnie było przyjemnie, że mogę się chociaż z przyjaciółmi podzielić. Niby durne święto, ale mobilizuje. Wtedy podwójnie dociera do mnie ile te wyjścia, spotkania, powitania dla mnie znaczą. Pewnie głównie dlatego, że nie mam możliwości poświęcić się jednej osobie, więc nadrabiam ciesząc się całą resztą. Czymś żyć trzeba.
Bo inny temat na dzień dzisiejszy być nie może. Uwaliłam kolejne koło z mechaniki. Teraz czeka mnie kombajnik. Cudownie. Reszta idzie w miarę z górki, nawet ładne wpisy będą. No ale jak się nie wygrzebię z mechany to jeden wielki przypaaaaaaał. 8,5 stówy za warunek? Nie nie, dziekuję. Wszyscy mówią, że w końcu zalicze. Ugh. Oby. Duże OBY. Żeby tak w tych dwóch rubryczkach postawić po trójeczce to może nawet znowu bym się na stypendium załapała. A tak to.. eh, szkoda gadać.
skomentuj (3)